Nerwy na wodzy
Najtrudniejszą sztuką, jaką może posiąść człowiek, jest chyba umiejętność samoopanowania, czyli inaczej utrzymania swoich nerwów na wodzy w starciu z różnymi sytuacjami, z jakimi spotykamy się w codziennym życiu.
Ileż to razy człowiek wybucha? Ile razy nerwy biorą górę nad zdrowym rozsądkiem? Jedni próg wytrzymałości mają dosyć wysoki, inni średni, tudzież graniczący z niskim. Nie inaczej było ze świętymi za ich życia. Przecież żyjąc na ziemi, musieli stoczyć niejedną bitwę z własnymi ludzkimi słabościami, a wielu z nich właśnie ta wewnętrzna batalia z samym sobą doprowadziła na wyżyny świętości. Takim właśnie świętym, wiodącym spór z samym sobą był Andrzej Bobola – Patron Polski.
Niewiele znajdziemy informacji traktujących o jego osobie, być może dlatego, że czasy, w których żył, były niespokojne. Był to bowiem przełom wieków XVI i XVII, dla Polski okres potopu szwedzkiego, wszelkich rozruchów i rzezi oraz powstań, w tym chyba najbardziej krwawego powstania Chmielnickiego. Obrazy te znamy z Trylogii Sienkiewiczowskiej, ale do rzeczy.